Ferdydurke
Autor: Witold Gombrowicz
Ferdydurke to pierwsza, jeszcze przedwojenna powieść Witolda Gombrowicza, opublikowana w 1937 roku. Krytykę z miejsca podzieliła na zapamiętałych przeciwników i zagorzałych zwolenników. Jest jedną z najbardziej znanych polskich powieści na świecie.
W tej swojej pierwszej nowatorskiej powieści Gombrowicz ryzykownie balansuje na pograniczu powagi, hecy i drwiny. Po trosze jak filozof, a trochę jako antropolog przygląda się kulturze i biorąc za punkt wyjścia kulturę polską, bada jej wpływ na jednostkę. Jego Józio w kolejnych rozdziałach powieści - trafia na ukształtowane skostniałe postawy i ludzi próbujących narzucić mu tradycyjny model zachowań (spolegliwego ucznia, staroświeckiego chłopca i niesfornego siostrzeńca...) Gombrowicz uważa, że człowiek deformowany jest przez współobecność drugiego człowieka.
Gombrowicz tak to wyjaśnia w swoim Dzienniku: "(...) proces urabiania człowieka przez ludzi jest w "Ferdydurce" pojęty nieskończenie szerzej. Nie przeczę, że istnieje zależność jednostki od środowiska - ale dla mnie o wiele ważniejsze, artystycznie bardziej twórcze, psychologicznie bardziej przepaściste, filozoficznie bardziej niepokojące jest to, że człowiek jest stwarzany także przez pojedynczego człowieka, przez inną osobę. W przypadkowym zetknięciu. W każdej chwili. Mocą tego, że ja jestem zawsze "dla niego", obliczony na cudze widzenie, mogący istnieć w sposób określony tylko dla kogoś i przez kogoś, egzystujący - jako forma - poprzez innego" ("Dziennik 1957-1961", "Dzieła" t. VIII, Kraków 1986")
A oto co sam Waldemar Śmigasiewicz mówi o swojej scenicznej interpretacji Ferdydurke: Novum słupskiej inscenizacji Ferdurke jest przeczytanie jej i strawestowanie przez dalekie echa "Fausta" Goethego - szczególnie mam na myśli fascynację młodością. Reżyserem zdarzeń jest Profesor Pimko, dawny artysta, wypalony kreator i krytyk rzeczywistości. Niczym Faust nie może okiełznać swych gorączkowych pragnień i rusza w poszukiwaniu młodości jako źródła doskonałości cielesnej i zmysłowej. Bohatera Ferdydurke, Józia, mężczyznę dorosłego - niedoszłego pisarza - umieszcza w szkole. Taką "szkołą" jest również stancją u Młodziaków i pobyt na wsi u Hurleckich. Akcja mojego spektaklu przez cały czas rozgrywa się w szkolnej klasie. Kreacja świata przedstawionego opiera się tu na logice nieświadomości. Poddając się tej logice, wraz z eksperymentatorem i reżyserem zdarzeń, Pimką, docieramy do granic absurdu i głupoty ludzkiej - do prapoczątku naszego istnienia. Cierpienie Józia to pożywka dla samokreacji Pimki. Profesor w swej sennej wędrówce z Józiem dociera do kresu, do swoistego paradygmatu, gdzie mądrość jest ucieczką od tyranii głupoty, bezbrzeżnej i wszechobecnej. Głupoty, która staje się znakiem naszych czasów.
|