Już 15 sierpnia w Słupsku zostanie zrealizowane poważne przedsięwzięcie artystyczne. Nowy Teatr przygotowuje premierę, która zostanie wystawiona na dziedzińcu słupskiego Ratusza. Jak zapewnia dyrektor teatru Zbigniew Kułagowski - spektakl oczaruje niezwykłą oprawą scenograficzną, a także znakomitą grą aktorską znamienitych artystów. W to przedsięwzięcie zostało zaangażowanych ponad stu wykonawców. Główną rolę odegra znany słupszczanom z wielu słupskich sztuk teatralnych i seriali - Marcel Wiercichowski. Zaprosiliśmy do rozmowy aktora chcąc przybliżyć jego sylwetkę oraz istotę odgrywanej przez niego roli Amadeusza.
- Rozmawiamy na małej scenie słupskiego teatru. Słynie ona z faktu, że wystawiane są na niej ambitne sztuki teatralne. To dobry moment, żeby zapytać Cię o to, czym dziś jest dla Ciebie Nowy Teatr w Słupsku?
- To jest jakiegoś rodzaju powrót. Współpracowałem już z tym teatrem i lubię do niego wracać. Cieszę się, że mam taką możliwość. Muszę także zaznaczyć, że w zeszłym roku miałem okazję wyreżyserować tu spektakl. Pewnie w żadnym innym teatrze w Polsce nie mógłbym podjąć takich wyzwań. Jestem związany z Krakowem - tam mieszkam i pracuję. Dziś nie stanowi dla mnie żadnego problemu podróż do Słupska - po prostu wsiadam do auta i jadę. Czasem nawet pokonuję tę trasę trzy razy w tygodniu. - Twoja droga aktorska przeplatała się z teatrami w całej Polsce - Warszawie, Krakowie, Łodzi, Szczecinie. Czy dziś uważasz się za dojrzałego aktora?
- Nie wiem. Dla mnie istotne jest, że mogłem grać wiele ról w tych teatrach, pod okiem znamienitych artystów i fachowców. Uważam, że teatr dla aktora jest czymś podstawowym, najważniejszym. - Mówisz, że teatr jest dla aktora najważniejszy. Dziś jednak, to seriale zdobywają największe rzesze odbiorców. Sam zagrałeś w wielu telewizyjnych „tasiemcach”. Czy serial oddala od teatru?
- Myślę, że typowy polski serial oddala od prawdziwego aktorstwa. Są oczywiście dobre seriale, znakomicie zagrane, jak chociażby serial kryminalny Pitbull - takie aktorstwo mnie interesuje, bo widzę w nim prawdę. - Ty zagrałeś w serialu „Kryminalni”. Tam też jest jakaś prawda?
- Jakaś jest na pewno, ale podszyta fikcją. Na naszym rynku telewizyjnym funkcjonuje wiele marnych seriali, co przekłada się na nauczenie widzów nieciekawego aktorstwa. To powoduje, że na trudnych sztukach teatralnych (jak chociażby Gombrowicz) tacy widzowie się nudzą. W tym odnajduję niebezpieczeństwo. - Publika nie rozumie aktorstwa, czy może literatury?
- No właśnie, to dobre pytanie. Myślę, że ludzie coraz rzadziej podejmują się obcowania z trudniejsza sztuką. Same teatry też uciekają od tej trudności i serwują coraz częściej farsy i komedie chcąc przyciągnąć wielu widzów. - Czy to oznacza, że ambitny teatr schodzi do podziemia?
- Rzeczywiście, są takie miasta, gdzie tak się dzieje. Teatr musi się bronić, dlatego repertuary są lżejsze. Ambitniejsze sztuki wystawiane są na małych scenach dla nielicznej publiczności. - Już l5 sierpnia zagrasz główną rolę w Amadeuszu. To duże przedsięwzięcie artystyczne, wydaje się, że największe o takim charakterze, jakie zaplanowano w naszym mieście. Czym jest dla Ciebie ta rola?
- To jest rola, którą bardzo przeżywam. Może to, co teraz powiem będzie dziwne, ale ja się czuję Mozartem. Przez te trzy godziny na scenie staję się Mozartem, przeżywam dokładnie wszystkie te emocje, które Mozart. To jest niesamowite przeżycie dla aktora. - Oddajesz się tej roli w pełni?
- Tak, w pełni. - Bez żadnych hamulców?
- Bez. - Wobec tego można się pogubić - co jest rzeczywistością, a co fikcją. Trudno jest Tobie „wyjść” z granej roli?
- Teraz pomaga mi doświadczenie. Kiedyś bardzo trudno było mi przejść z granej roli do zwykłego życia. Dziś jest mi znacznie łatwiej, niż kiedyś. Już nie wyobrażam sobie życia bez teatru, aktorstwa. W przeszłości uprawiałem inne zawody, ale żaden nie satysfakcjonował mnie w takim stopniu. Dla mnie najważniejsze jest, aby grać jak najwięcej, poznawać nowych reżyserów, cały czas uczyć się czegoś nowego. - Jesteś znany z tego, że po każdym spektaklu Twoja koszula jest przemoknięta do suchej nitki...
- Tak, to się zgadza. Ja sobie nie wyobrażam, żebym robił coś na pół gwizdka. Gra na scenie dużo mnie kosztuje - przede wszystkim emocji. Ważne jest, aby widz nie wyszedł z teatru obojętny. Chcemy choć na chwilę zmienić jego życie, może pobudzić do refleksji, może do wprowadzenia jakichś życiowych zmian, a czasem chcemy widza zdenerwować. Ważne są właśnie te emocje. Dlatego tak bardzo to przeżywam. Te przeżycia i emocje będą z pewnością widoczne podczas Amadeusza. Serdecznie zapraszam wszystkich słupszczan na ten spektakl. To będzie ważne wydarzenie artystyczne w Słupsku.